Pewnie każdy z nas webmasterów-webdeveloperów spotkał się z taką sytuacją: dzwoni klient, zleca coś „na wczoraj”, po czym, gdy prace są już wykonane… ma problem z wykonaniem płatności za usługę.

Ja widzę sprawę tak: jeżeli ktoś dzisiaj zleca mi wykonanie czegoś, a jutro* mówi, że nie ma mi z czego zapłacić (rzadko mówią wprost, zwykle słyszę jakieś wymówki), to znaczy, że zlecając wiedział, że nie zapłaci mi od razu.*

Idąc dalej tym tropem, stwierdzam, że jeśli ktoś ode mnie wymaga, to powinien sam od siebie też wymagać. Wymagam na szybko, płacę na szybko. Czy nie tak powinno być?

No bo czy ja, jako usługobiorca, „informatyk”, pracuję dzisiaj, żeby pieniądze zobaczyć za miesiąc? A tak zdarzało się nie raz i nie dwa. A przez cały miesiąc słyszałem tylko wymówki w tylu „jutro Ci przeleję”, „nie mam możliwości, poproszę kumpla”, „popsuło mi się to i tamto, więc nie mogę”,a nawet „mam daleko do banku” (true story!).

Czy nie powinno być tak, że skoro wymaga się ode mnie pracy na szybko, to i pieniądze powinny się pojawić w sensownym terminie?* Szanujemy się w końcu, czy nie?

Rozwiązanie

Ja, przez lata, nauczyłem się robić tak: jeśli widzę, że ktoś notorycznie (zwykle do dwóch razy, więcej szans nie daję) opóźnia uregulowanie należności, to za trzecim razem mówię wprost: „OK., wykonam to, ale proszę o płatność z góry”. Zero miejsca na dyskusje. Nie chce, to nie biorę się do roboty.

Obrazi się? No i co? To pójdzie do konkurencji, niech inni czekają na kasę miesiąc. Mam już na tyle dużo zleceń, że mogę zacząć wybierać z kim chcę pracować, a z kim nie. A chcę pracować z tymi, którzy traktują mnie tak jak ja ich – oni chcą szybko, to i ja chcę szybko*.

Rozumiem, że czasem zdarzają się różne sytuacje. Dlatego nie rezygnuję z (czytaj: nie przepędzam) klienta od razu po pierwszej obsuwie w płatnościach. Ale jeśli sytuacja się powtórzy – sorry, Winnetou. Nie pracuję za „kiedyś Ci zapłacę”.